Młodzi Parafianie

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Blogi
Blogi

Blogi (88)

Pisać o sobie... Otwierać swoje serce...

sobota, 19 maja 2012 21:02

Co powiesz, gdy zobaczysz Jezusa?

Napisała
Oceń ten artykuł
(1 Głosuj)

„Co powiesz, gdy zobaczysz Jezusa?

Co powiesz, gdy przestanie istnieć świat?

Co zrobiłeś ze swoim życiem?

Odpowiedź będziesz musiał dać.”

 

Słowa tej piosenki wydają się być proste, ale kryją w sobie głębszy sens. Dotykają najważniejszej sfery ludzkiego życia. Niektórych starszych ludzi myśl o śmierci praktycznie nigdy nie opuszcza. Tymczasem dla większości z nas, młodych, ten temat jest zbyt odległy, by móc o nim myśleć inaczej niż jako abstrakcji. Nie ma w tym niczego dziwnego. Ostatnio jednak szczególnie zapadły mi w pamięci słowa przytoczonej piosenki.

Zaczęłam sobie wyobrażać spotkanie twarzą w twarz z Jezusem. Czy Go rozpoznam? Jestem pewna, że tak. Myślę, że wspaniale będzie zobaczyć Jego pełne miłości spojrzenie, usłyszeć Jego głos. Niewątpliwie wyczekiwana chwila. Jednak pozostaje kwestia, czy będę wówczas dość przygotowana, by z Nim pójść. Jezus wciąż ofiarowuje mi swoją miłość, jednak czy ja Mu tę miłość odwzajemniam, gdy On przychodzi do mnie w innych ludziach? Czy rozpoznaję Go, gdy jakiś znajomy prosi o pomoc? Nasze przygotowania do spotkania z Panem nie rozpoczynają się przecież wraz z przekroczeniem wieku emerytalnego! Bóg daje nam młodzieńczy zapał po to, byśmy już teraz mówili Bogu „tak”. Co by było, gdyby Maryja odkładała pobożność „na później” i uprzejmie, acz zdecydowanie odmówiłaby, gdy Gabriel oznajmił jej wolę Bożą?! Chodzenie do Kościoła na litanię czy zrzeszanie się w religijnych formacjach na pewno pomaga się uświęcić. Jednak samo w sobie nie może stać się celem życia. Myślę, że Jezus zada każdemu człowiekowi jedno, proste pytanie. O to, czy kierował się miłością, czy był zdolny kochać drugiego człowieka. Życzę Wam, by każdy z Was mógł wówczas odpowiedzieć Bogu TAK. Żebyśmy i my kiedyś dołączyli do Królestwa Bożego, musimy pomyśleć o tym już teraz. Z własnego doświadczenia wiem, że o wiele łatwiej przychodzi człowiekowi zachowanie pozorów religijności niż autentyczna religijność. Można regularnie chodzić na spotkania oazowe, brać udział w rekolekcjach itd. w ten sposób jedynie budując własny egoizm i usprawiedliwiając inne zaniedbania. Obrzędy religijne pozbawione miłości do drugiego człowieka są równie śmieszne jak próba zrobienia zdjęcia zepsutym aparatem w „Tangu” Mrożka. Jest to zachowanie pustych form pozbawionych jakiejkolwiek treści. Może dojść do tego, że pseudo-religijny człowiek będzie się uważał za lepszego od niewierzącego kolegi. Jednak z pewnością nie tego oczekuje od swych wyznawców Bóg. Czasem warto się przełamać i okazać innym trochę serca. Myślę, że Jezus wcale nie wymaga od nas heroizmu, lecz bycia człowiekiem. To się może niekiedy wiązać z wysłuchiwaniem nudnawych opowieści koleżanki, która potrzebuje wsparcia, niespodziewaną zmianą planów, z przyrządzeniem obiadu, gdy nie mamy na to ochoty, czy zajęciem się młodszym rodzeństwem. Bóg daje nam cały wachlarz możliwości, a cieszy Go każdy, nawet najmniejszy gest bezinteresownej miłości z naszej strony, co potwierdzają słowa Jezusa:

"Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych Mnieście uczynili (...)"

Godzina po godzinie, dzień po dniu – całe nasze życie jest egzaminem z miłości. Każdemu z nas przyjdzie kiedyś powiedzieć Jezusowi, co zrobiliśmy ze swoim życiem. Dlatego już teraz dawajmy swoim życiem świadectwo miłości, by w chwili Sądu móc z radością odwzajemnić spojrzenie Zbawiciela. Żyjąc z tą myślą, śmierć nie wydaje się już nieuniknionym końcem, lecz uwieńczeniem przyjaźni z Jezusem i rozpoczęciem życia, do jakiego zostaliśmy powołani.

czwartek, 26 kwietnia 2012 20:44

Słabi w swej silnej wierze (cz.VIII)

Napisała
Oceń ten artykuł
(1 Głosuj)

Oczywiście nie zawsze będzie to dla Ciebie łatwe. Pamiętaj jednak, że aby cokolwiek osiągnąć, zawsze trzeba wyruszyć w nieznaną drogę, trzeba wykonać pierwszy krok, wejść na pierwszy stopień. Nic w życiu nie przychodzi samo, niczego nie otrzymamy podanego na tacy. By coś osiągnąć zawsze trzeba mieć siłę do tego, by pokonywać przeszkody i by walczyć – tak, jak robił to Chrystus, tak, jak każdego dnia robi to mnóstwo ludzi. Skoro oni potrafią i im się udaje to i Ty potrafisz, i Tobie się uda.

Ktoś kiedyś powiedział: „Nie narzekaj, że masz pod górkę, jeśli zmierzasz na szczyt”. Tam jest Chrystus, który czeka na Ciebie, wyciągając do Ciebie dłoń. Chwyć ją i wejdź na najwyższy wierzchołek.

On Ci w tym pomoże, On zawsze pomaga, musisz Go tylko do swojego życia wpuścić. Pamiętaj, ze klamka jest tylko od wewnątrz…


sobota, 14 kwietnia 2012 21:09

Słabi w swej silnej wierze (cz. VII)

Napisała
Oceń ten artykuł
(2 głosów)

Dawaj świadectwo swej wiary zawsze i wszędzie. Nawet jeśli by się zdarzyło, że wiele osób Cię wyśmieje, to bardzo prawdopodobne, że znajdzie się ktoś, kto dzięki Tobie zastanowi się i stwierdzi  że być może to wszystko ma jakiś sens, i jest w tym jakaś prawda, i zacznie ten ktoś tej prawdy szukać, zadając sobie pytania jakich nigdy wcześniej sobie nie zadawał; szukając odpowiedzi jakie nigdy wcześniej go nie ciekawiły; „ożywiając” i pogłębiając przy tym swoją wiarę;  budując na nowo więź z Panem – będzie to dla tej osoby wspaniałe i niezwykłe przeżycie. Ja takiego przeżycia doświadczyłam. W czasie studiów, całkiem przypadkiem  poznałam młodego, atrakcyjnego, mądrego, inteligentnego i głęboko wierzącego człowieka, który nie wstydził się swojego Boga, który miał siłę, by o swojej wierze i o swoim Chrystusie mówić wprost. Zaintrygowało mnie to, że dla kogoś takiego  wiara jest tak ważna, i że człowiek ten ma w sobie tak wiele odwagi pozwalającej w tak śmiały sposób o tym mówić.  Zafascynowało mnie to dość „egzotyczne” zjawisko,  stąd stwierdziłam, że musi w tym być coś takiego, czego ja nie znam, nie rozumiem, nie potrafię zobaczyć bądź nie chcę widzieć. Od tego się zaczęło… zadawanie pytań, poszukiwanie odpowiedzi, coraz częstsza i głębsza modlitwa, suche regułki zaczęły zmieniać się w coraz to prywatniejszą rozmowę, monolog zaczął zamieniać się w coraz to bardziej konstruktywny dialog z Bogiem.  Gdyby ten człowiek, którego poznałam  w pewnym momencie stchórzył, przejmując się krytyką innych, ja nie odnalazłabym swojej drogi do Boga, moje życie nie ożywiłoby się, do tej pory byłoby prawdopodobnie tylko marną, bezkształtną i szarą egzystencją.  Jeśli i Ty nie dasz się obezwładnić wstydem, to być może dzięki Tobie ktoś, urzeknięty Twoją odwagą i  silną wiarą, tak jak ja odbuduje na nową swoją więź z Panem. Czyż nie byłoby to piękne? :) /cdn.

sobota, 14 kwietnia 2012 16:47

Moje Drogie Dziecko!

Napisała
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Czasem nachodzą nas złe, depresyjne myśli, które wprowadzają w nasze serce  strach, niepokój. Nie potrafimy dać sobie z nimi rady. Tak bardzo wtedy chcielibyśmy usłyszeć Ciepłe słowo wsparcia, które pomoże nam uporządkować ten wewnętrzny chaos. Na te wszystkie pragnienia odpowiada Nasz Kochany Ojciec. Czyni to w różny sposób… Jednym z nich są niesamowite nagrania ”Drogie Dziecko!”, które są odpowiedzią na rozdzierające serce pytania i poszukiwania własnej wartości. Jeśli nie wiesz jaki jest sens własnego życia, jaka jest Twoja droga, którą masz iść posłuchaj tych nagrań, wsłuchaj się w głos Kochającego Ojca.

Link do nagrań:

http://chomikuj.pl/KAPLANI_EGZORCYSCI----TU

TAJ_ZNAJDZIESZ_POMOC/!+GDY+MASZ+DEPRESJE+I+Z*c5*81E+DESTRUKCYJNE+MY*c5*9aLI+O+SOBIE+POWINIENE*c5*9a+WYS*c5*81UCHA*c4*86+TEGO+NAGRANIA


Poniżej słowa z jednego z nagrań…(66)

„Wielokrotnie czułeś się pokonany,  kiedy próbowałeś zanieść moją miłość do ludzi znajdujących się w wielkich potrzebach; do kalek, do zrozpaczonych i pogrążonych w depresji. Nie udało Ci się zaspokoić ich potrzeb. Czułeś porażkę, ponieważ wiesz, że jestem wszechmocny. Potrafię uleczyć wszelką chorobę ciała i duszy. Wydawało Ci się, że gdybyś był lepszym chrześcijaninem potrafił byś czynić te rzeczy w moim imieniu. Wszak wiesz, że gdyby to Jezus przyszedł do tych osób, zostałyby natychmiast uzdrowione. Kochane Dziecko! Pamiętaj jednak o tym Jezus nie uzdrawiał każdej osoby kiedy chodził po ziemi. Uzdrawiał wszystkich tych, którzy przyszli do niego w wierze. Jest to zasada według, której działam również i dzisiaj. Nie nakładaj na swoje barki niepotrzebnych ciężarów. Chcę wzbudzać Twoją wiarę oraz pragnienie by widzieć jak Cię używam, abyś zabrał moją miłość i moc do tych, którzy tak desperacko ich potrzebują. Nie proszę Cię jednak byś brał na swoje ramiona ich ciężary. Ja jestem tym, który je weźmie. Jeśli pójdziesz do tych ludzi w moim imieniu obiecuję, że zawsze włożę odpowiednie słowa w Twoje usta i pomogę Ci się modlić właściwymi modlitwami byś mógł zobaczyć prawdziwą zmianę w ich życiu. Nie zawsze jednak będziesz mógł oglądać dramatyczne rezultaty Twoich działań, czasami ogólna potrzeba nie zostanie wypełniona w sposób natychmiastowy. Nie obiecuję Ci, że wszystkie odpowiedzi na Twoje modlitwy przybędą w formie natychmiastowego cudu. Kochane Dziecko! Pragnę zdjąć z Ciebie ciężar fałszywego poczucia winy. Angażuj się w każdą sytuację pamiętając, że jesteś narzędziem mojej miłości i mojej mocy. Jeśli będziesz o tym pamiętał Twoje  działanie i słowa zawsze przyniosą owoc. Nie stawiaj sobie fałszywych oczekiwań jako standardu działania. W każdej sytuacji słuchaj głosu Mojego Ducha. To zapewni Ci jasne zrozumienie tego, co zamierzam zrobić lub powiedzieć w danej sytuacji. Wszystko, czego oczekuję od Ciebie, to abyś wykonał to, o co Cię proszę. Czasami używam wielu ludzi by usłużyć jednemu z moich dzieci. Każda osoba, którą posyłam ma do odegrania pewną rolę. Tak więc słuchaj  uważnie Moich słów  Kochane dziecko. Wtedy nie będziesz musiał się zmagać z fałszywym uczuciem potępienia, podpowiadającym że nie potrafisz pomóc. Czasami będziesz oglądał niezwykłe rzeczy. Już dziś możesz mi oddać za nie chwałę . Chcę abyś wiedział, że kiedy w jakiejś sytuacji jesteś posłuszny słowom Mojego Ducha, co przynosi w życiu innej osoby małą lecz istotną zmianę Twoje posłuszeństwo jest dla mnie równie ważne jak wtedy, kiedy zaczniesz chodzić w pełni wiary i oglądać wspaniałe cuda. Widzisz Drogie Dziecko Ja kocham posłuszeństwo. Jest ono najwspanialszym wyrazem Twojej Miłości do Mnie”.

sobota, 14 kwietnia 2012 10:39

Czy Bóg zna twoją przyszłość?

Napisała
Oceń ten artykuł
(3 głosów)

Bóg jest wszechmogący. Wie o nas każdy szczegół. Zna naszą przyszłość. Co do tego większość wierzących nie ma wątpliwości. Jednak często stawiamy sobie pytanie o sens naszego życia. Po co się trudzić na tym ziemskim padole, skoro wszystko zostało już dawno „ukartowane z góry”? Przecież Bóg, jak już było wspomniane, zna naszą przyszłość. I mnie nurtowało jakiś czas to pytanie, dlatego też przewertowałam różne artykuły w poszukiwaniu odpowiedzi. W końcu natknęłam się na wypowiedź ks. Marcina Barana, która mi pozwoliła spojrzeć na tę sprawę z właściwej perspektywy.

Bóg dał nam wolną wolę. Mimo że na warunki, w jakich przyszło nam żyć, nie mamy bezpośredniego wpływu, jednak to my decydujemy o swoim losie. Każda podjęta przez nas decyzja kreuje naszą przyszłość. Codziennie dokonujemy wyborów. Rzadko kiedy zdarza nam się mieć wpływ na jakąś ważną sprawę, z reguły chodzi tu o pomoc rodzicom, koleżance, powiedzenie prawdy, nawet tej najgorszej, przyznanie się do winy czy powstrzymanie się od złośliwości. W każdej podejmowanej przez nas decyzji opowiadamy się za dobrem lub złem. Taki czy inny wybór ma wpływ na nasze dalsze koleje życiowe.

Jak powiedział Hans Christian Andersen, „życie każdego człowieka jest baśnią napisaną przez Boga”. I miał w tym sporo racji. Bóg dla każdego z nas ma przygotowany niepowtarzalny plan. Stawia na naszej drodze konkretnych ludzi, daje nam potrzebne cechy, talenty,  różne możliwości zbliżenia się do Niego. Jego plan zakłada uświęcenie się nas w jak najkrótszym czasie. Jednak ludzie, ze swej przekornej natury, często wybierają tę wyboistą, pełną zakrętów drogę i gdyby Bóg nas ciągle nie ratował, dawno byśmy się już zgubili na rozdrożach życia.

Prawdą jest że On zna naszą przyszłość. Jednak, znając też nasze słabości, nie poprzestaje na jednym scenariuszu. Widząc, że wpadamy w sidła Szatana, próbuje nas z nich wyciągnąć. W jaki sposób? Tworzy nam nowe sytuacje, których wcale nie przewidywał „pierwszy plan”. Bóg znajduje wciąż nowe, kreatywne rozwiązania. Może to być zwyczajna rozmowa ze znajomym, księdzem, jakiś film czy szkolna przerwa. Czasem wystarczy jedno słowo, które nas dogłębnie poruszy i sprawi że zastanowimy się nad swoim życiem.

Bóg wie, jakich wyborów możemy dokonać, do czego jesteśmy skłonni i nawet gdy interweniujemy w Jego plan, zmieniając „scenariusz” naszego życia, On dopuszcza te zmiany i specjalnie dla nas aranżuje nowe sytuacje.

W tym świetle żałosna wydaje mi się wizja predestynacji, którą tak rozpowszechnił Kalwin w XVI w. Wizja ta zakładała, że Bóg już znacznie wcześniej podzielił  ludzi na tych którzy dostąpią zbawienia oraz na potępionych. Tłumaczono to tym, że On w końcu zna przyszłość każdego człowieka. Zgodzicie się pewnie, że ten paradoks umywa się do prawdziwego wizerunku Boga? W przeciwieństwie do założeń predestynacji, nasz Ojciec ciągle z nami współpracuje, szanuje nasze decyzje i przede wszystkim kocha. Kocha na tyle mocno, by nie skreślać nas z listy „idących na zbawienie”, nawet gdy po raz n-ty zboczymy z właściwej trasy.

Rozmyślając nad tym, jeszcze bardziej doceniam doskonałość i niezwykłą kreatywność naszego Ojca, której mógłby pozazdrościć niejeden scenarzysta. Szczególnie, że w filmowej czołówce występuje zazwyczaj kilka postaci, natomiast w rękach Boga znajdują schronienie miliony ludzkich istnień.

środa, 11 kwietnia 2012 18:38

Ryzyko i zbawienie

Napisała
Oceń ten artykuł
(1 Głosuj)

"Ks. Jacek WIOSNA Stryczek: WIOSNA BIZNESU

Co ma wspólnego chrześcijaństwo z biznesem? Ryzyko. Jezus powiedział: – Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je /Mt 16, 24-26/.

Innymi słowy: kto zaryzykuje swoje życie aż po możliwość śmierci – ten będzie zbawiony. A kto jest kunktatorem, poszukuje pod opieką Opatrzności Bożej spokoju i ciepełka – potępi się; kto chce zachować życie – straci je!!! Podobnie w biznesie. Kto podejmuje większe ryzyko, ma szanse na większy zysk. Kto mało ryzykuje, nie powinien spodziewać się za wiele.

Sporo osób zadowala się etatami, równocześnie psiocząc na szefa. No tak – etat to poczucie bezpieczeństwa, stworzenie firmy – ryzyko. Po etacie nie można się wiele spodziewać. Zawsze występuje korelacja: większe ryzyko, większe pieniądze. Ryzyko oznacza jednak, że równie dobrze mogą być małe pieniądze. Na tym polega ryzyko. Wielu woli więc bezpieczny, choć często uciążliwy etat, zamiast ryzyka.

W chrześcijaństwie tak się nie da. Kto nie ryzykuje, nie ma szansy na zbawienie. Klasyczne: przecież nic złego nie zrobiłem – dla Boga jest złą nowiną. Oznacza: nie ryzykowałeś, nie pomnażałeś swoich talentów, nie tworzyłeś i nic dobrego od Ciebie nie wychodzi. Bóg stanowczo karci człowieka, który zamiast pomnażać zakopał w ziemi talent (przypominam – talent to jednostka monetarna, warta ok. 34 kg złota). Najpierw ten się tłumaczy: – Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność!

Jak widać, każdy powód jest dobry, by się nie wychylać. Pan Bóg mówi stanowczo: – Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. I na końcu wyrok: – A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz – w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Dla tych, którzy nie ryzykują, nie ma zbawienia."

Źródło: http://oko.dziennik.krakow.pl/pl/po-godzinach/felietony/wiosna-biznesu/1216417-ryzyko-i-zbawienie.html

Czy jesteś gotowy zaryzykować?

sobota, 07 kwietnia 2012 10:20

Życzenia

Napisała
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Wielka Sobota, ostatni dzień Triduum Pschalnego. Ostatnie przygotowania do Świąt Wielkiej Nocy. Świecenie pokarmów, porządki. Jezus leżący w grobie. Jeszcze nie zmartwychwstał (w sensie liturgii), ale z czającą sie w sercach radością  oczekujemy tego wydarzenia. Już wieczorem będziemy przeżywali  Wigilię Paschalną. Znów zabiją dzwony, by obwieścić światu zwyciestwo nad śmiercią. 

Póki co czekamy. Jednak chciałabym prosić Pana, aby wspomógł nas wszystkich w ttym czekaniu na Niego. Abyśmy tuż przed końcem "nie zasnęli", nie wyparli się Go. W codziennym życiu, Panie, dodawaj nam sił, abyśmy byli godnymi świadkami Twego Zwycięstwa. 

Życzę nam wszystkim, aby przeżycie tych najważniejszych Świąt wzmocniło nas. Radość i szczęście płynące z faktu, że Bóg nas tak bardzo kocha, że wydał Swego Syna na śmierć za nasze grzechy, niech nas opromienia. 

Wielu łask Bożych. 

czwartek, 05 kwietnia 2012 12:23

Słabi w swej silnej wierze (cz. VI)

Napisała
Oceń ten artykuł
(1 Głosuj)

Pokochaj tak prawdziwie i bezbronnie Jezusa, całym swoim ciałem, całą swoją duszą – całym Twoim Ja. Poczuj to. Pozwól, by spłynęła na Ciebie ogromna energia, by wypełniła Cię kojąca radość, poczuj w sobie siłę. Chrystus oddał Ci wszystko, nawet swoje życie. To dla Ciebie stawał w obliczu problemów, dużo większych niż te, z którymi Ty się borykasz; to dla Ciebie pozwolił, by z Niego  szydzono, dużo bardziej niż czasem ktoś śmieje się z Ciebie. To dla Ciebie zgodził się na to, by na Niego pluto; to dla Ciebie pozwolił na to, by dawano Mu do picia ocet, to dla Ciebie pozwolił, by wbijano Mu gwoździe w ciało. To dla Ciebie znosił to wszystko. To dla Ciebie się nie poddał. To dla Ciebie znalazł w sobie siłę. Nie narzekał, że jest mu źle. Kochał Ciebie i się ani tej miłości,  ani Ciebie nie wstydził.

A może byś spróbował nieco zmienić swój tok myślenia i zamiast wstydzić się Boga, zacząłbyś być dumnym z tego, że jest On Twoim przyjacielem? Gdy w to uwierzysz łatwiej Ci będzie znieść krytykę, przestaniesz  przejmować się tymi, którzy wywierają na Ciebie presję nie rozumiejąc i nie potrafiąc zaakceptować tego, co niezgodne z ich punktem widzenia.

Zaprzyjaźnij się z Bogiem, poczuj Jego obecność w swoim życiu. Zacznij od niewielkich rzeczy, od codziennych dobrych i drobnych gestów czy zachowań. Okazji każdego dnia masz mnóstwo. /cdn

niedziela, 25 marca 2012 21:18

Słabi w swej silnej wierze (cz. V)

Napisała
Oceń ten artykuł
(3 głosów)

Święty Jan Maria Vianey powiedział : „Pierwszym sidłem, które diabeł zastawia na osobę, która zaczyna służyć Panu Bogu, jest obawa przed ludzką opinią”. W naszej kulturze człowiek wierzący dość często jest traktowany jako śmieszny, naiwny, zacofany, passe, nieciekawy, stanowi intrygujący dla innych obiekt żartów.   Nazywany jest dziwakiem,  dewotą, „moherowym beretem”, ironicznie proponuje mu się wstąpienie do zakonu bądź seminarium…

Tak… nie jest łatwo wierzyć i dawać o tym świadectwo. Niewielu z nas ma tak silne osobowości jak np. Wojciech Cejrowski czy Szymon Hołownia. Niewielu z nas ma w sobie autentyczną wiarę.

No dobrze, a jak w takim razie tę wiarę pogłębić, jak wzmocnić siebie w sensie zarówno religijnym jak i psychicznym? By móc dzielnie bronić swej wiary, skoro nawet hamburgera w piątek jest nam wstyd odmówić…

Przede wszystkim musimy prosić o to wszystko w modlitwie. Jest to rada znana wszystkim, powtarzana od „dawien dawna” i niezwykle skuteczna.  Szczera i głęboka  modlitwa  da nam energię i siłę, której będziemy potrzebować. Ktoś kiedyś powiedział „pokaż mi jak się modlisz, a powiem Ci jaka jest Twoja wiara”. I rzeczywiście człowiek, którego modlitwa jedynie nudziła, który jak najszybciej recytował z pamięci znane regułki, czując przy tym co najwyżej znużenie, człowiek, który  modlił się „pustymi” słowami, a który pod wpływem pogłębiania i rozumienia swej wiary zamienił tę bezowocną recytację na szczery dialog z Bogiem – taki człowiek  czuje różnicę. Ja tę różnicę poczułam. I Ty być może ją poczułeś, bądź być może dopiero tego wzruszającego uczucia doświadczysz. /cdn

sobota, 24 marca 2012 17:08

Jeszcze nie jest za późno

Napisała
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Już w przyszłą niedzielę zaczniemy przeżywać wydarzenia Wielkiego Tygodnia, czyli Wielki Post - czas  nawrócenia, wzmożonej pracy nad sobą, refleksji - dobiega końca. Podkreślam wzmożonej, ponieważ pracować nad sobą, starać się być bliżej Pana powinniśmy nie tylko w tym szczególnym okresie, niejako od święta, ale zawsze. 

Myślę, że to jest odpowiedni moment, żeby zadać sobie pytanie, czy dobrze wykorzystaliśmy ten czas  lub nadal z niego korzystamy. Czy nauki głoszone podczas rekolekcji wpłynęły na nasze życie? Czy je przemyśleliśmy i staramy stosować na co dzień? Choć drobna rzecz w naszym patrzeniu na świat, w naszych relacjach z bliskimi i obcymi uległa poprawie? Czy staramy się bardziej poznać Pana Boga? Naszym życiem świadczyć o Jego istnieniu?

Przyznaję, że mam jeszcze wiele do zrobienia, przemyślenia.  Nie jest jeszcze za późno, żeby próbować stać się lepszym. Pewnie nieraz upadniemy, ale Jezus Chrystus też upadał niosąc Krzyż z naszych grzechów. A pomimo tego, wstawał i poszedł na Golgotę by na nim zawisnąć. Za NAS. Dla NAS. Za mnie, za Ciebie, za panią ze sklepu, za dzieci i starców, bogatych i biednych. Z miłości. I my mamy się poddać? 

Strona 1 z 7
RSS