Film (29)
Opinie, recenzje...
Zapraszamy Ciebie do komentowania i oceniania.
Dim lights Embed Embed this video on your site
Był człowiek, który narzekał na swoje życie. Skarżył się, że jest mu ciężko, bo mieszkanie niewygodne, za ciemne, za ciasne, że dochody za małe, że jego rówieśnicy, którzy podobne szkoły ukończyli, zarabiają daleko więcej niż on. Mówił, że innym jest łatwiej żyć, że lepiej dają sobie radę ze złymi ludźmi, z trudnymi okolicznościami, że im wszystko układa się korzystnie, a jemu jest źle i to z roku na rok coraz gorzej. Twierdził, że gdyby się urodził kilkadziesiąt lat wcześniej albo kilkadziesiąt lat później, to wtedy na pewno byłoby wszystko inaczej. Chodził wciąż smutny, skwaszony, zniechęcony. Razu pewnego, gdy spał, śniło mu się, że ktoś go budzi. Otworzył oczy i zobaczył postać stojącą koło'jego łóżka. Chociaż nigdy Anioła nie spotkał, wiedział, że to jest Anioł. Nie czul w sobie żadnego lęku. Anioł stał nad nim, jakby czekając na jego przebudzenie. A gdy spostrzegł, że on już nie śpi, łagodnym zapraszającym ruchem dał mu znak, aby wstał:
- Wstań proszę - powiedział.
Człowiek ów, wcale tym nie zdziwiony, podniósł się z łóżka. Stanął obok tajemniczego gościa. Popatrzył pytająco na niego. A wtedy Anioł z uśmiechem powiedział:
- Pójdź, proszę, ze mną.
Człowiek spytał go nieśmiało:
- Dokąd chcesz, żebyśmy poszli?
- Zaraz zobaczysz - odpowiedział Anioł.
Podążył więc za nim. Anioł wiódł go przez jego mieszkanie, wyprowadził go na klatkę schodową i zaczął wstępować po schodach na górę. Człowiek wciąż nie wiedział, dokąd idą i co to ma wszystko znaczyć, ale nie śmiał pytać. Był tylko pewny, że to chodzi o jakąś bardzo ważną sprawę, która go bezpośrednio dotyczy. Postępował w milczeniu za Aniołem coraz bardziej ciekawy, dokąd wiedzie go ten wysłannik Boga. Szli długo po schodach, aż stanęli przed drzwiami. W pierwszej chwili nie mógł zorientować się, dokąd drzwi prowadzą, ale za moment poznał, że; to drzwi wiodące na jego strych. Anioł otworzył drzwi i weszli do wnętrza. Wtedy człowiek zobaczył, że to wcale nie jest strych jego domu. To była wielka sala, pod której ścianami stały nagromadzone krzyże - tysiące, dziesiątki tysięcy, nieprzeliczona ilość; krzyże były różne, dziwne: ogromne, małe i całkiem maleńkie, proste i ozdobne, ze złota i z drewna, malowane, heblowane, wysadzane drogimi kamieniami i całkiem zwyczajne, cięte z brzozy. Przyglądał się uważnie tym krzyżom. Każdy z nich był inny. Czasem zdawało mu się, że znalazł dwa identyczne, ale później zauważał, że tak nie jest, że różnią się pomiędzy sobą przynajmniej jakimś szczegółem.
Po chwili człowiek przełamując nieśmiałość spytał Anioła:
- Skąd tu tyle krzyży? Po co tu stoją? Do kogo należą? Usłyszał jego głos:
- To są ludzkie krzyże.
- Ludzkie krzyże? - powtórzył człowiek, niewiele z tego rozumiejąc.
- Każdy musi jakiś nieść - mówił dalej Anioł.
- Ach tak. Teraz rozumiem, dlaczego tyle tych krzyży i dlaczego każdy z nich jest inny. Ale po co przyszliśmy tutaj? Anioł o odpowiedział:
- Pan Bóg polecił mi, abym ciebie tu przyprowadził.
- Pan Bóg? - zdziwił się ów człowiek. - Dlaczego?
- Narzekasz na swój krzyż. Mówisz, że ci bardzo ciężko z nim iść. Bóg zezwolił, abyś tu przyszedł i wybrał sobie inny krzyż, jaki tylko zechcesz, i żebyś z tym nowym krzyżem szedł dalej przez życie nie narzekając.
Człowiek słuchał tego, co Anioł mówił, prawie nie wierząc swoim uszom. W końcu powiedział:
- Czyż to jest możliwe, żeby Wielki Bóg chciał się zajmować takim człowiekiem jak ja?
- Pan Bóg naprawdę przysłał mnie do ciebie - potwierdził Anioł.
- Będę mógł wybrać krzyż taki, jaki tylko zechcę? - spytał wciąż jeszcze nieufny.
- Tak. Naprawdę - powtórzył Anioł jego słowa. - Możesz wybrać l taki krzyż, jaki tylko zechcesz.
- I będę mógł z nim iść przez całe życie? - pytał człowiek, chcąc się upewnić.
- Tak. Będziesz mógł iść z nim, jeżeli tylko zechcesz, przez całe Twoje życie - Odpowiedział mu Anioł.
Człowiek wiedział już, który krzyż wybierze. Piękny, złoty krzyż przyciągał jego wzrok od pierwszej chwili. Pomyślał: "Wreszcie będę miał wspaniałe życie". Spytał nieśmiało Anioła wskazując na ten krzyż:
- Czy mogę go wziąć? Anioł skinął głową:
- Tak.
Uradowany człowiek podbiegł do upatrzonego krzyża, objął go mocno, aby go włożyć na swoje ramiona, ale nadaremnie. Nie potrafił go nawet, ruszyć. Krzyż był bardzo ciężki. Mimo to człowiek nie chciał z niego zrezygnować. Wytężył wszystkie siły. Nic nie pomogło. Krzyż nawet nie drgnął. Zaskoczony tym i rozczarowany powiedział do Anioła:
- Za ciężki.
- Spróbuj znaleźć inny, który będzie lepszy dla ciebie - powiedział spokojnie Anioł. Człowiek rozejrzał się po sali i skierował w stronę innego krzyża, również złotego, choć nie tak dużego, który też wcześniej już spostrzegł. Krzyż ten był wysadzany wspaniałymi kamieniami, ozdobiony wyszukanym ornamentem. Podszedł do niego, z trudem położył go sobie na ramiona. Zrobił z nim parę kroków i przekonał się, że niestety ten też jest za ciężki, a poza tym dokuczliwie gniotą go w ramiona te wspaniałe ozdoby i drogie kamienie, które go tak zachwycały. Odezwał się trochę do siebie, trochę do Anioła:
- Jest niemożliwe, żebym mógł z nim iść dłuższy czas.
- Znajdziesz na pewno krzyż bardziej dla ciebie odpowiedni. Tylko nie zniechęcaj się - pocieszył go Anioł.
Człowiek rozglądnął się w poszukiwaniu i po chwili podszedł do krzyża też złotego, który był o wiele mniejszy. Faktycznie, był on również o wiele lżejszy, ale za krótki. Gdy ułożył go sobie na ramionach i zaczął z nim iść, krzyż ten tłukł go po nogach i plątał mu krok. Odłożył go na miejsce. Wziął inny krzyż, ale ten mu też nie odpowiadał. Potem spróbował nieśćinny i znowu inny. Coraz bardziej nerwowo, już nie chodził, ale biegał po tej ogromnej sali szukając krzyża dla siebie. Czas płynął, a on wybierał i wybierał bez końca. Wciąż nie mógł znaleźć krzyża, z którego byłby zadowolony. Bo były za długie albo za krótkie, za ciężkie, albo zbyt uciskały go ozdoby, albo po prostu nie podobały mu się w kształcie lub kolorze. Już zdawało mu się, że nie zdecyduje się na żaden, że nie znajdzie dla siebie .odpowiedniego. Przyszło mu nawet do głowy, że może przez zapomnienie czy przeoczenie nie zrobiono stosownego krzyża dla niego. I gdy był na skraju rozpaczy, że będzie musiał wziąć krzyż jaki bądź, pierwszy lepszy, wtedy wreszcie znalazł taki, który był odpowiedni dla niego. Wszystko mu się w nim podobało: i ciężar, i długość, kolor, ozdoby. Wszystko było takie, jak chciał. Był świetny, najlepszy. Uszczęśliwiony podszedł z tym krzyżem do Anioła i powiedział:
- Znalazłem.
- Cieszę się, że znalazłeś - odrzekł Anioł.
Człowiek ów, jakby z obawy, by mu tego krzyża nie odebrano, powtórzył:
- Tak, ten mi odpowiada. Proszę de, pozwól mi z tym krzyżem iść przez całe życie. Anioł uśmiechnął się tajemniczo:
- Dobrze a potem dodał - A czy ty wiesz, że to jest twój krzyż? Człowiek patrzył z niepokojem na Anioła nie rozumiejąc, o co chodzi. Wreszcie zapytał:
- Nie wiem, o czym mówisz? Wtedy Anioł powiedział mu wyraźnie:
- Ten krzyż, który znalazłeś, to jest twój krzyż. To jest ten sam, który od początku życia niesiesz na swoich ramionach.
ks. M. Maliński
Służące / The Help (2011) Polecam wszystkim ten prawdziwy, pouczający ,piękny film, w którym jest m.in. pokazane życie z prawdziwym Bogiem !
The Help / Służące USA 2011
Reżyseria: Tate Taylor
Scenariusz: Tate Taylor
Na podstawie powieści pod tym samym tytułem autorstwa Kathryn Stockett
Występują: Emma Stone, Viola Davis, Octavia Spencer, Bryce Dallas Howard
Opis z Filmweb:
Akcja filmu toczy się w stanie Mississippi w latach 60. W roli głównej występuje Emma Stone grająca Skeeter, dziewczynę z dobrego domu z południa, która po studiach marzy o karierze pisarki. Niespodziewanie wywraca do góry nogami życie swoich przyjaciół i mieszkańców rodzinnego miasteczka, gdy postanawia przeprowadzić wywiad z czarnoskórą służącą najzamożniejszych rodzin w okolicy. Nominowana do Oscara Viola Davis w roli Albeen decyduje się ujawnić ciemne sekrety życia czarnoskórej mniejszości. Ze zwierzeń rodzi się przyjaźń. Okazuje się, że przyjaciółki mają sobie dużo do opowiedzenia. Zarówno one, jak i inni mieszkańcy miasteczka są świadkami zmieniających się czasów i obyczajów.
Zgwałcona, wychowana na warszawskiej ulicy, uzależniona od narkotyków, zmuszona do prostytucji, nadużywająca alkoholu. To historia Anny Golędzinowskiej, która była na dnie. Dziś mówi: „Dlaczego jesteście tacy poważni? Trzeba się uśmiechać!”. I rzeczywiście – uśmiech nie znika z jej twarzy. Nawet o bolesnych wydarzeniach opowiada ze spokojem, bez żadnej złości.
Dim lights
Embed Embed this video on your site
Źródło: http://duchowy.pl/2012/03/14/ania-goledzinowska-modelka-ocalona-z-piekla/
Gorąco polecam film pt. "Spotkanie". Możecie go oglądać na stronie gloria.tv
Myślę, że jest idealny jak na Wielki Post- czas powrotu...
KOLUMBIA – prawdziwy NARÓD CHRYSTUSA
Kolumbia – znana na całym świecie z wysokiego wskaźnika przestępczości, mafii, terrorystów… jednak czy tylko z tego? Oczywiście nie! Mało kto wie, że w gruncie rzeczy jest to niezwykle pobożny kraj, w którym katolickie wartości stanowią powód do dumy mieszkańców. Kraj ten może się poszczycić zarówno miejscami kultu, jakimi są sanktuaria, jak i żywymi „pomnikami wiary”. To właśnie Kolumbia stała się krajem ukochanym przez Najświętszą Maryję Pannę, czego dowodem są Jej liczne objawienia. Kraj ten jest ojczyną wielu mistyków znanych na całym świecie, nie tylko tych z XVI-wiecznych podań, lecz ludzi, którzy żyją tu i teraz. Matka Boża nie jest odległą świętą, lecz nieustannie wpisuje się w naszą rzeczywistość. Pragnie ukazywać się Kolumbijczykom właśnie w dzisiejszych czasach. Każda minuta przechodzi do historii, a my mamy duży wpływ na jej przebieg. Chcąc, nie chcąc, żyjemy w erze „globalnej wioski”, więc wydarzenia toczące się w Kolumbii, dotyczą także nas. Dobrym krokiem w stronę otwarcia się na swoich braci w wierze jest obejrzenie filmu: „Kolumbia - świadectwo dla świata”. Ten dokumentalny film daje nam m.in. możliwość wysłuchania relacji tamtejszych mistyczek, z którymi możemy skonfrontować nasz stosunek do Kościoła. Jedna z kobiet (Luz Elena Valencia) wyrażała się o Maryi jako o anielskiej, pięknej kobiecie, którą za pierwszym razem ujrzała w tłumie ludzi w autobusie. Podczas kolejnego objawienia rodzina mistyczki widziała, że w jej oczach, jakby na potwierdzenie prawdziwości słów, odbija się wizerunek Matki Jezusa.
Inną mistyczką jest Gloria Polo, której życie z pewnością wpłynęło na decyzje wielu ludzi. Była ona tzw. modną i postępową kobietą, idącą z duchem czasu, to znaczy również propagującą aborcję. Najważniejsza dla niej była kariera, wygląd. W rzeczywistości wierzyła bardziej w feminizm niż samego Boga. Jednak pewnego dnia w trakcie burzy zdarzyło się coś, co przyczyniło się do jej głębokiej przemiany. A mianowicie… została trafiona przez piorun. Już samym cudem był fakt, że nie zmarła na miejscu. Piorun ”zaledwie” zwęglił ciało oraz wszystkie wewnętrzne organy. Gloria zapadła w śpiączkę i przeżyła śmierć kliniczną. Od tej pory kobieta jest żywym świadectwem na istnienie Boga. Chętnie opowiada o swoim spotkaniu z Chrystusem i sądem, który się odbył nad jej duszą. Mówi, że Bóg postanowił jej dać drugą szansę, jedynie ze względu na gorliwą modlitwę ludzi, którzy usłyszeli o tragicznym wypadku w TV. Po tym wydarzeniu jej ciało zaczęło się w błyskawicznym tempie „odnawiać”, co do dziś stanowi zagadkę dla lekarzy.
Warto zwrócić uwagę na religijny charakter tego kraju. Kolumbijczycy są bardzo katolickim narodem, podczas gdy Polska jedynie za taki uchodzi, w rzeczywistości mając coraz mniej wspólnego z Kościołem. Jako Polacy dostaliśmy od Boga wiele łask. Jedną z takich łask może być wizja mistyczki – Rozalii Celakówny, która miała widzenie z Panem Jezusem (tuż przed II wojną światową). Wtedy to właśnie nasz Pan prosił o to, by wszystkie narody świata uznały Go publicznie swoim Królem. Osobiście traktuję to jako wyróżnienie Polaków ze strony Jezusa oraz wiarę w to, że staniemy na wysokości zadania i damy przykład innym krajom. Niestety, to właśnie Polacy odmówili Jezusowi. Odmówili raz i odmawiają nadal, np. nie godząc się na zagwarantowanie nienaruszalności życia, czyli przyzwalając na aborcję. Natomiast Kolumbia oficjalnie oddała się pod opiekę Chrystusa już 10 lat temu, w 2002r, pod rządami prezydenta Alvaro Uribe. Możemy go zobaczyć w filmie. Uribe nie wstydzi się swojej wiary; wie, jak wiele zawdzięcza Bogu. Mówi wprost: „(…) Ja wierzę, że każdy sukces potrzebuje pomocy Jezusa Chrystusa i Maryi Dziewicy”. Co więcej, wśród osób zasiadających tam na kluczowych stanowiskach nie ma rozgłosu pomiędzy religią a polityką. To robi wrażenie.
Kolumbia, co również zostało poruszone w filmie, jest narodem, który pracuje, mimo ciężkich warunków. Na dobrą sprawę nie ma tam miasta, które nie byłoby poświęcone Maryi. Ludzie są patriotyczni, otwarci na innych i żyją zgodnie z Bożym prawem. Ponadto, żołnierze nie wstydzą się tam powtarzać za Biblią: „Jeśli Bóg z nami, to któż przeciwko nam?” Czy to jest możliwe w dzisiejszym świecie? Kolumbijczycy nie wahają się odpowiedzieć: ”tak”.
Może świadectwo Kolumbii poruszy serca tysięcy ludzi? Może kiedyś nasza wiara stanie się tak samo autentyczna? Tego nie wiemy, ale by do tego doszło, weźmy przykład z Kolumbii i starajmy się zacząć od wprowadzania zmian we własnym życiu.
Przede wszystkim jednak nie dajmy się zaślepić mass mediom, mówiącym o ciągłej dechrystianizacji świata. W dużej mierze jest to niestety prawda, lecz powtarzanie tego w kółko niczym mantry, może stać się wygodną wymówką po to, by niczego w swoim życiu nie zmieniać. W końcu wszyscy tak robią. Jednak nie dajmy się zwieść i w chwilach słabości przypomnijmy sobie o tym, że są ludzie w Ameryce Południowej, dla których Bóg jest na pierwszym miejscu, mimo że również żyją w XXIw. Szkoda, że o tym się nie słyszy na co dzień w telewizyjnych sensacjach. Jednak to my jesteśmy młodym pokoleniem i wiele zależy od nas! Możemy jeszcze wiele zdziałać dla Polski! Poza tym, jesteśmy krajem oddanym w opiekę Matce Bożej, o czym przypominają nam słowa inwokacji w „Panu Tadeuszu”, a to do czegoś zobowiązuje ;))
W środę, 14 marca Tygodnik Gazeta Polska dołączy do swojego wydania film "Kolumbia - świadectwo dla świata" w nakładzie 140.000 egzemplarzy! Na szeroką skalę, Polacy będą mogli zobaczyć to świadectwo i przekazać innym!
Dim lights
Embed Embed this video on your site
Cena gazety z filmem będzie bardzo niska bo jedyne 6,90zł (zakup DVD przez internet jak dotąd ok 30 zł), a nakład potężny więc od nas tylko zależy czy będzie to sukces oraz czy do wielu z naszych rodaków dotrze to świadectwo!
http://www.youtube.com/watch?v=5nDlDELLO-A
Chciałabym w odniesieniu do tego, co napisałam w "Proś, a będzie ci dane", polecić film "Wszystko będzie dobrze" w reżyserii Tomasza Wiszniewskiego jako swojego rodzaju refleksję nad życiem, wiarą i darami, jakie daje nam Pan, gdy go o to prosimy.
Może po obejrzeniu skłoni on do refleksji?
Dim lights Embed Embed this video on your site
Zapraszam do krótkiej refleksji nad filmem 3 Love
Dziewczyna wysiadła z pociągu i bez wahania podeszła do mężczyzny siedzącego na peronie.
Znali się przecież - Co z tego, że "wirtualnie"....
Czym ta historia zakończy się dla bohaterki ? Jaką cenę przyjdzie jej zapłacić za NAIWNOŚĆ? Niech ten film będzie przestrogą dla wszystkich jej rówieśniczek.
Dim lights Embed Embed this video on your site
"Modlitwa to kontakt, to rozmowa" dr Wanda Półtawska (II)
Napisała MagdaDostałam natchnienie, żeby pojechać do Krakowa, a Karol dostał natchnienie, żeby się mną zaopiekować. Nie da się określić kto na kogo miał większy wpływ. To jest to, co on nazwał komunią personalną – porozumienie duchowe, nazywane przyjaźnią, a przyjaźń to wymiana.
Myśleliśmy tak samo, więc gdy rozpoczynał kazanie, mogłam się spodziewać jak będzie ono brzmiało.
Powiedział: o nic Pana Boga nie proś, bo On wie lepiej, czego ci potrzeba; ty tylko Pana Boga chwal i dziękuj Mu za wszystko.
Ale nie tylko to, wiele rzeczy mnie zadziwiało.
Pewna kobieta napisała do mnie list z prośbą o pośrednictwo do Ojca Pio, aby jej mąż się nawrócił. Przekazałam ten list Ojcu Świętemu, a on odpowiedział, że Bóg nie może spełnić prośby tej kobiety. Dlaczego? Bo szanuje wolną wolę tego mężczyzny.
Z pewnością miałam wpływ na Karola Wojtyłę, jako kobieta. Nie miał siostry, ani mamy, która wcześnie zmarła. Był zafascynowany kobiecością. Ale to nie ja uwrażliwiłam go na problemy i sytuację kobiet. Uwrażliwiło go straszliwe prawo aborcji. W 1956 roku na zawsze zaangażowaliśmy się w ratowanie dzieci nienarodzonych. Ojciec Święty był wstrząśnięty, przerażony tym, co te kobiety robią. Nie mógł zrozumieć, że zabijają swoje maleńkie dzieci. Strasznie cierpiał z tego powodu i do końca robił wszystko, aby ratować młode dziewczyny, kobiety i ich dzieci.
Czy modli się Pani przez wstawiennictwo papieża, z którym tak wiele lat się Pani przyjaźniła?
Ja nie potrzebuję się modlić, ja z nim rozmawiam. Modlitwa to kontakt, rozmowa. Rozmawiałam z nim o wszystkim, jeszcze gdy był księdzem, i w dalszym ciągu mam świadomość obcowania ze światem ludzi, którzy są już w niebie. Znałam osobiście Ojca Pio, Matkę Teresę, rozmawiałam z księdzem Kurzeją, który był moim przyjacielem. Ja mam całą gromadę świętych znajomych.
Napisała Pani książkę o wspomnieniach z obozu koncentracyjnego w Ravensbrück. To doświadczenie zmieniło całe Pani życie, ale czy też czegoś Panią nauczył?
Niezupełnie zmienił wszystko. Mnie ta sytuacja nie zaskoczyła, dlatego że ja nie byłam aresztowana na ulicy. Ja składając przysięgę na sztandar harcerski, że jestem gotowa umrzeć za ojczyznę, wiedziałam, że mogą mnie zatrzymać, zabić. Aresztowanie nie było dla mnie szokiem, to była konsekwencja mojego wolnego wyboru. Najtrudniejszym momentem było zderzenie z faktem, że ludzie torturują innych ludzi. Byłam zaskoczona ludzkimi czynami, bo nigdy nie znałam złych ludzi. Na moich rękach, jako harcerki, w szpitalu ginęli młodzi chłopcy. Miałam świadomość końca życia, a potwierdził ją wyrok śmierci dla mojego transportu w obozie.
Co mi to dało? Przede wszystkim świadomość przygodności życia. To jest to, o czym Jan Paweł mówił do młodzieży w Paryżu – pamiętajcie, żyjcie tylko tą drogą do nieba, niczym więcej. Ten czas pokazał mi cały wymiar ludzkiego życia, które nie kończy się śmiercią, bo człowiek jest przeznaczony dla wieczności. Wcześniej wiedziałam, że jest niebo i piekło, ale jako młoda dziewczyna nie myślałam o tym, to było odległe. Natomiast w obozie stało się aktualne na dziś. Ja miała umrzeć dziś. Zachować świadomość, że dziś możesz umrzeć – to zmienia życie, bo teraz wybierasz, nie robisz byle czego. Ja zweryfikowałam wartość chwili i wartość możliwości.
A skąd w tamtym okresie czerpała Pani siłę?
Człowiek nigdy nie ma siły z siebie, ona pochodzi z ducha. Załamanie po takich przeżyciach jest normalną reakcją, ale to tylko reakcja emocjonalna. Naprawdę, gdy człowiek wie, że umrze, to jego celem nie jest to życie, tylko życie wieczne. W moim pojęciu myśl o śmierci jest myślą twórczą, nadaje sens życiu. To mi właśnie dał Ravensbrück – wspaniałą świadomość, że trzeba jutro umrzeć.
Poza tym w obozie ratowało nas po prostu poczucie humoru. Jak stworzyli krematorium, to zastanawialiśmy się jakiego koloru będzie dym.
A to żółty, bo ktoś jest zazdrosny, albo czerwony, bo ciągle się złości. Nieprawdopodobne, ale prawdziwe.
Był taki moment, że powiedziano, że dziewczyny mogą być uwolnione, jeżeli zgodzą się pójść do domu publicznego dla żołnierzy. My całą grupą poszłyśmy do komendanta i powiedziałyśmy, że nie pozwalamy, że tak nie wolno. My jesteśmy więźniarki polityczne, nie żadne prostytutki.
Nikt więcej nie ośmielił się nam złożyć takiej propozycji.
Pani życie miało wiele zakrętów i wspaniałych zakończeń. Tyle razy dostała Pani nowe życie. Czy to nie jest pewne piętno, że to kolejne życie trzeba wykorzystać maksymalnie dobrze?
Moje życie jest ciągle to samo. Natomiast jest problem zakrętów związanych ze zdrowiem, ciałem, życiem. Życie moje trwało cały czas i gdy umrę też będę żyła, bo ja jestem duchem, a nie tylko ciałem. Wszystkie te zakręty to normalny nurt życia, pytanie tylko skąd się biorą. Są sytuacje, których człowiek, nie może znieść, bo sam je sobie stworzył. Ale jeśli człowiek ma poczucie, że jest coś, nad czym nie panował, że to nie jest jego wina, to jest zupełnie inaczej. Ja nie pytam czemu mnie aresztowali, bo to był skutek moich działań. Ale ludzie pytają dlaczego zachorowali. Pytanie nie powinno być „dlaczego”, ale „co z tym zrobić?” Jesteś w takiej sytuacji, nie ma innej, tu odnajdź swoje miejsce człowieku.
Wybieram życie – tak można określić Pani postawę życiową. Bardzo stanowczo sprzeciwia się Pani metodzie in vitro, a wiele osób dzięki temu może mieć dziecko, którego tak bardzo pragnie. Co Pani mówi takim osobom?
To co, że pragniesz? Ludzie pragną wielu rzeczy, a nie jest powiedziane, że można mieć wszystko, czego się pragnie. Człowiek ma wiele pragnień, które są nieosiągalne. To nie ty jesteś decydujący, nie ty dajesz życie. Żaden człowiek nie daje życia, jest nim obdarowany. To jest akt twórczy Boga. Nic samo nie powstaje.
In vitro jest totalnym odrzuceniem Boga Stworzyciela. To jest ten grzech, który powstał w raju, gdy diabeł kusząc Ewę powiedział: będziecie jako bogowie, jeśli weźmiecie z tego drzewa. I to się właśnie teraz dzieje. Ja jestem zdziwiona, że katolicy dyskutują nad tym.
Skąd bierze się w Pani taka moc niezłomnej postawy? Przecież nawet niektórzy księża sugerują, że in vitro czy antykoncepcja powinny być dopuszczalne.
To nie ja mówię twardo. Ja tylko powtarzam to, co mówi Pan Bóg. A ja sprawdziłam w życiu, że tak jak radzi Bóg jest najlepiej. Skoro mamy koncepcję Boga, który jest mądrością, miłością, to słuchajmy mądrego, który nas kocha. Nowoczesność, która jest poniżeniem człowieka, dla mnie nie jest żadnym postępem.
Zmieniając temat – czy znajduje Pani jeszcze czas na góry? Co w nich jest takiego przyciągającego?
Pewnie, że znajduję czas. Góry są po prostu piękne. Moja miłość do gór zaczęła się, gdy miałam 7 lat.
A co Panią w życiu zachwyca?
Człowiek! Jestem zafascynowana ludźmi.




